KOSZYK JEST PUSTY PRZEJDŹ DO KOSZYKA

500339627

sklep@hadahome.pl

Znalezisko w dziadkowej piwnicy

mar19

Znalezisko w dziadkowej piwnicy

Mój Dziadek należy do osób, które zbierają co popadnie. Chodzi po rynkach, ryneczkach, antykwariatach, kolegach i zawsze coś ze sobą przyniesie do domu. Wszystkie rzeczy są z tych "kiedyś na pewno to się przyda". Tylko w większości przypadków to kiedyś nigdy nie nadchodzi :) Dziadek zbiera dosłownie wszystko, od starych mebli, dodatków do domu (czy to do łazienki, czy to do kuchni, czy to do salonu bądź gabinetu). W większości są to znaleziska marynistyczne, ze względu na jego wcześniejszy, przedemerytalny zawód chiefa. Ale są również stare butelki po piwie, wieszaki na ubrania, a ostatnio "ambulatorium" i całe oprzyrządowanie z nim związane.


Oczywiście jest kilka perełek, które kuszą zarówno mnie jak i moja Maminę, za każdym razem, gdy jesteśmy w odwiedzinach, ale niestety są one skarbami Dziadka i pozostaje Nam tylko do nich wzdychać z łezką w oku :) Domek dziadka to zabudowa szeregowa, w przedwojennym, niemieckim budownictwie, któremu poświęciłam swoją pracę inżynierską i dzięki, której otrzymałam tytuł inżyniera budownictwa :) praca dotyczyła termomodernizacji całej części, ponieważ z zewnątrz wyglada prawie jak Nora (dom rodzinny Rona z Harrego Pottera ;)). Za to jest wielką skarbnicą nieodkrytych jeszcze przeze mnie i przez Maminę skarbów, ukrytych gdzieś w czeluściach strychu i piwnicy, do których dostanie się w pewne zakamarki graniczy z cudem, albo przygnieceniem przez stertę (nie)potrzebnych rzeczy!! ;)


Ale, ale! Żeby nie było, że dziadek to Sknerus z Opowieści Wigilijnej, często gęsto, otrzymujemy w "darze" jakąś drobną rzecz, ewentualnie taką upolowaną specjalnie dla Nas :) (jak ostatnio kwietnik dla Maminy, czy porcelanowe gałki do szafeczki, o której jest ten wpis). Tak było na przykład ze starym zegarem Gustava Beckera, który zdobi mój duży pokój, z szafką, która ukryta była za dużą szafą i w kącie pokoju (stłamszona, zostawiona w zapomnieniu, a do której za każdym razem, gdy przyjeżdżałam mówiłam jak mantrę "kiedyś będziesz moja- zobaczysz!"), aż na Wigilię 2016 dziadek podarował mi ją w prezencie (o niej będzie później osobny wpis ;)).


Na początku roku, przyjeżdżając na zjazd studiów zaocznych musiałam zejść z Maminą do piwnicy nastawić kocioł. Zastanawiacie się po co dwie baby do jednego kotła?? Już Wam piszę- dla asekuracji ;) ostatnie dwa schody prowadzące do piwnicy prawie lewitują w powietrzu, trzymają się chyba tylko dzięki sile woli, dodatkowo jest tyle klamotów, że łatwo coś przez nieuwagę strącić, sciągnąć sobie na łeb, a nie daj Boże zwalić na ziemię i odciąć sobie drogę powrotu!! Tak więc, wyruszyłyśmy z misją "kocioł", po drodze uważnie się rozglądając za czyhającymi na Nasze życie zasadzkami, aż stanęłam jak wryta patrząc się dwie stare, brudne i lepiące się od dawnego gazu kuchennego szafeczki. Obie były do siebie podobne, ale każda czymś się wyróżniała. Jedna posiadała trzy przegrody na szufladki, drążek na ściereczkę kuchenną oraz trzy wieszaczki metalowe, zaś druga miała trzy przegrody, a w nich szufladki, drążek, ale nie miała haczyków. Szybko z Maminą załatwiłyśmy sprawę ogrzewania i zabrałyśmy się za "kompletowanie" szafeczki. Wybór był prosty- przełożyć szufladki do tej bardziej "wypasionej" wersji i mieć all inclusive szafeczkę. Problem tylko tkwił w tym, jak przekonać dziadka do tego, że sam będzie bardzo chciał mi ją podarować ;) złożone cacko zostawiłyśmy w piwnicy, a same poszłyśmy układać plan przejęcia zdobyczy. Po żarliwej dyskusji stwierdziłyśmy, że zbliżają się moje imieniny i będzie ona świetnym prezentem, żeby uczcić tak ważne święto ;) Dziadek na całe szczęście przystał na ten pomysł i po cichu dopingował "odpicowanie" szafki.




Musiała ona nabrać mocy przerobowej i odczekać wszystkie moje grypowe perturbacje, ale prace ruszyły z kopyta i już jest finisz.


Najpierw trzeba było się pozbyć starej płyty HDF z pleców szafki. Wstępnie był pomysł na zamienienie jej na nową, białą. Po zdjęciu brudnego elementu doszliśmy do wniosku, że szafka wygląda o wiele lepiej bez pleców :) Następnie usunęłam, aż 4 warstwy farby i brudu, którymi była pokryta szafka (na szufladkach "odkopałyśmy" z Mam tzw. naklejanki - teraz mówimy na to decoupage, kiedyś naklejało się naklejki do ozdoby - te były w iście wielkanocnym stylu- na jednej jajeczka, na drugiej zajączek a na ostatniej kurka).

 

 

Trochę czasu to zajęło, ale przy pomocy żelu do ściągania starych powłok malarskich firmy 3v3 poszło szybciej, niż opalarką.

 

 

Jedna mała buteleczka 200 ml idealnie starczyła na wszystkie warstwy. Po nałożeniu żelu, odczekaniu kilkunastu minut można było, za pomocą szpachelki, ściągać wszystkie warstwy żółtej olejnicy (fuj!).

 



Pozostałości farby, które nie zeszły, wszystkie narożniki szafki i szufladek przetarłam papierem ściernym (uziarnienie 120-150), dzięki czemu końcowy efekt był gładki i bez żadnych „Zadziorów”. Przetarłam całość wilgotną ściereczką, tak aby pozbyć się pyłu i zostawiłam do osuszenia. Przed samym malowaniem odtłuściłam powierzchnie benzyną ekstrakcyjną i pokryłam pierwszą warstwą farby akrylowej do gruntowania OPTIVA Primer Tikkurila.

 

Dzięki niej nie będą wychodzić żółte plamy, które z czasem pokazują się na starych, odmalowywanych meblach Po odczekaniu ok. godziny pomalowałam na raz całość farbą Śnieżka Supermal emalia akrylowa do drewna i metalu.

 

Po 2-3 godzinach stwierdziłyśmy z Maminą, że jedna warstwa w zupełności wystarczy, ponieważ fajnie widać słoje drewna. Szufladki obiłam za pomocą takera kupionego kiedyś na akcji „Warsztat” w jednym z niemieckich sieciowych sklepów ;) Materiał wykorzystałam ze starej pościeli, którą teraz we władaniu ma mój królik miniaturka ;) Dzięki temu szafka nabrała niepowtarzalnego uroku i koloru ;) Dno szuflad wyłożyłam ozdobnym papierem, którym było owinięte jedno z zamówień do pracowni.

 

Jak wcześniej wspomniałam, dziadek po zobaczeniu efektów „odnowy” znalazł gdzieś „w swoich” sklepach 3 porcelanowe uchwyty, które wyglądają, jakby zostały stworzone specjalnie do tej szafki :)

 

Co prawda, były trochę za duże, ale dziadek złota rączka rozprawił się z nimi w przeciągu kilku minut i tak gotowa szafka czeka na powieszenie nad biurkiem.

Została ona wykonana z myślą o guziczkach, które zostaną umieszczone w szufladkach, powieszeniu nożyczek retro, które już na nią czekają i koszyczka na wstążeczki :)

mar  19
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl